Zwrot w sprawie o 180 stopni. Miało nie być błędu. Był błąd. I była wygrana.

„Proszę Pani, ze szpitalem Pani nie wygra.” Rodzina słyszała, to wielokrotnie. Od znajomych. Od osób, które znały podobne historie. Od ludzi, którzy uważali, że skoro dokumentacja medyczna mówi jedno, lekarze mówią drugie, a po drugiej stronie jest duży szpital z własnym zespołem prawników, to sprawa jest właściwie przesądzona.

A jednak ktoś postanowił dokładnie sprawdzić, co wydarzyło się podczas leczenia.

I wtedy nastąpił zwrot w sprawie o 180 stopni.

„Wszystko zostało zrobione prawidłowo”

Historia dotyczyła pacjenta, który trafił do szpitala z objawami wymagającymi diagnostyki i leczenia. Początkowo nic nie wskazywało na sprawę, która miałaby zakończyć się wieloletnim procesem. Pacjent został zbadany. Zlecono badania. Podjęto leczenie. Później jednak jego stan zaczął się pogarszać. Doszło do kolejnych komplikacji, następnie do konieczności dalszego leczenia i rehabilitacji.

Rodzina zaczęła zadawać pytania.

Czy można było zareagować wcześniej?

Czy można było postawić właściwe rozpoznanie wcześniej?

Czy opóźnienie miało wpływ na późniejszy stan pacjenta?

Szpital miał na te pytania swoją odpowiedź. Nie stwierdzono nieprawidłowości. Postępowanie według Szpitala było prawidłowe, a pogorszenie stanu zdrowia przedstawiano jako konsekwencję samej choroby i jej powikłań. Dla rodziny brzmiało, to jak koniec możliwości dochodzenia swoich praw. Tym bardziej że pierwsze konsultacje, których zasięgnęli, również nie dawały im dużej nadziei.

„Z dużym szpitalem nie wygracie”. To zdanie pojawiało się w różnych wersjach.

„Szpital ma swoich prawników.”, „Lekarze będą mieli swoich biegłych.”, „Dokumentacja jest obszerna.”, „Nie da się udowodnić, że gdyby lekarze zareagowali wcześniej, wszystko potoczyłoby się inaczej.” I rzeczywiście – sprawa nie była prosta.

Dokumentacja medyczna była bardzo obszerna. Było kilka hospitalizacji. Kilku kluczowych lekarzy. Wiele badań. Różne decyzje podejmowane w różnych momentach. A przede wszystkim – konieczność odpowiedzi na najważniejsze pytanie: czy można było uniknąć skutków, które ostatecznie poniósł pacjent? Nie wystarczyło wskazać jednego dokumentu. Trzeba było odtworzyć całą historię leczenia.

Jeden szczegół zmienił sposób patrzenia na sprawę. Podczas szczegółowej analizy dokumentacji zwrócono uwagę na moment, który wcześniej nie był traktowany jako najważniejszy. W dokumentacji znajdowały się informacje wskazujące na określone objawy i wyniki badań. Późniejsze dokumenty pokazywały natomiast, że stan pacjenta uległ znacznemu pogorszeniu. Problem polegał na tym, że pomiędzy tymi wydarzeniami upłynął czas. I właśnie ten czas stał się jednym z najważniejszych elementów sprawy. Nie chodziło już tylko o pytanie: „Czy lekarz popełnił błąd?” Trzeba było odpowiedzieć na znacznie bardziej precyzyjne pytania: Co lekarz powinien był rozpoznać w konkretnym momencie? Jakie działania powinny zostać wtedy podjęte? Czy zostały podjęte? A jeżeli nie – czy opóźnienie miało wpływ na późniejszy stan pacjenta? To była zasadnicza różnica.

W tej sprawie właśnie analiza całej sekwencji zdarzeń pozwoliła dostrzec problem, którego nie było widać przy pobieżnej lekturze dokumentacji.

Przełom nastąpił dopiero w postępowaniu apelacyjnym

W Sądzie pierwszej instancji sprawa wydawała się przesądzona. Opinia biegłego nie potwierdzała odpowiedzialności szpitala. Pierwszy wyrok był niekorzystny dla pacjenta. Nie zakończyliśmy jednak sprawy na tym etapie.

W postępowaniu apelacyjnym udało się uzyskać kolejną opinię, która podważyła kluczowe wnioski opinii sporządzonej w pierwszej instancji i wskazała na istotne nieprawidłowości w przebiegu leczenia. To właśnie ta opinia stała się przełomem.

Sąd Apelacyjny podzielił przedstawioną argumentację i zmienił rozstrzygnięcie na korzyść pacjenta. Sprawa, o której wcześniej mówiono, że „ze szpitalem nie da się wygrać”, zakończyła się wygraną.

To pokazuje, jak ważne w sprawach medycznych jest dokładne przeanalizowanie opinii biegłych i nieprzyjmowanie jej wniosków bezkrytycznie. Przegrana przed Sądem pierwszej instancji nie zawsze oznacza koniec sprawy. Czasem właśnie wtedy trzeba walczyć dalej – bo sprawa przegrana może ostatecznie zakończyć się wygraną.

Adwokat Anna Koniuszko
Adwokat Anna Koniuszko

Mecenas Anna Koniuszko specjalizuje się w prowadzeniu spraw cywilnych oraz karnych z zakresu prawa medycznego. Z powodzeniem od wielu lat pozywa szpitale i lekarzy w imieniu osób poszkodowanych przez błąd lekarza. Reprezentuje również pacjentów przed Wojewódzkimi Komisjami do Spraw Orzekania o Zdarzeniach Medycznych. Adwokat Anna Koniuszko szczególnym uznaniem cieszy się wśród rodziców dzieci, które stały się ofiarami błędów lekarzy/położnych w czasie porodu. Dzięki jej zaangażowaniu w prowadzone sprawy wiele rodzin uzyskało dla swoich dzieci wysokie zadośćuczynienie, odszykowanie oraz rentę.

Najnowsze wpisy